piątek, 29 maja 2009

poniedziałek, 18 maja 2009

t**** 19:39:50
bo wlasciwie doszedłem do wniosku ze nie jestem bezstronny w tej waszej klotni tlyko jestem po ich stronie
t**** 19:43:03
ale daj spokoj, na gg z Toba sie nie da pogadac, na smsa raz odpiszesz raz nie a zobaczyc tez sie nie da bo rzadko Ci sie chce wyjsc
t**** 19:43:21
to sorry ale one sa prawdzimy przyjaciolkami i ufam im
t**** 19:43:35
troche za długo mi to zajeło zeby to zczaic
t**** 19:49:09
sam nie wiem wlasciwie po co z Toba kontakt probowilem odnowic
i to co chyba najbardziej zabolało:
t**** 20:07:26
mam pelno znajomych z ktorymi moge gdzies wyjsc albo pogadac , a Ty bez obrazy nie jesteś taka super ani wazna zeby Cie o to błagac i znosic wszystkie fochy
t**** 20:26:20
w sumie sama mi otworzylas oczy



DZIĘKI, DZIĘKI, DZIĘKI.
mam dość, serdecznie dość tego wszystkiego, zajmijcie się własnym czubkiem nosa.

niedziela, 17 maja 2009

I`m so tired being sorry... I feel so alone it this stupid,big world. where`s the others ? where`s my friends? and where`s my love? where`s the guys with whom I could drinking till we would drunk. where`s the crazy girl with big nose with whom I could do so crazy things? where`s my best friend with whom I`ve known for ten years? where`s the boy who said that he will love me till the end? where`s my (not so good) friend which always bought me a cigarettes? where`s my girl with whom I kissed with? where`s the pretty woman who said that I ought to be a model? where`s the nice photographer who said that he wants to take me a photos? where`s my daddy with whom I played volleybal? where`s my lovely sister with whom I was talking about sex? where`s people with whom I spent so many times during the party? WHERE`S ALL THIS PEOPLE I LOVED and I supposed that they loved me.
Shit... And need so many things now. It`s suck. All is shit. It`s pointless to live. And be in love, probably. Ohh, and I hate myself. So much. It makes that it`s hard to live :/

and I love Jean Paul Gaultier.

bisous.

niedziela, 10 maja 2009

Ab und zu brauche ich des Tanzfest !!!
Die Diskothek mit meine schones Dames ♥

sobota, 2 maja 2009

Właśnie mówimy o śmierci, machając nogą, jedząc orzeszki, chociaż nie mówi się o nieobecnych. To są zaledwie siniaki i zadrapania, które zrobiłyśmy sobie, jeżdząc na rowerze, ale na naszych nogach wyglądają jak rozlewiska, jak fioletowe morza i zaciekle mówimy o śmierci. I wyobrażamy sobie swój pogrzeb, na którym jesteśmy obecne, stoimy z kwiatami, podsłuchujemy rozmowy i bardziej niż wszyscy płaczemy, nasze mamy trzymamy pod rękę, na pustą trumnę rzucamy ziemię, bo tak naprawdę śmierć nas nie dotyczy, my jesteśmy inne, my kiedy indziej umrzemy albo wcale nie umrzemy. Jesteśmy śmiertelnie poważne, palimy papierosy, zaciągając się tak, że echo odpowiada w całym domu i strzepujemy popiół do pustego pudełka po akwarelkach.

Wieczko zostało podważone, zawartość napoczęta i wystawiona na to powszechne, mordercze słońce.

!!!!!!! Zrób coś, już tak nie mogę, wszystko ma kolce, powietrze ma kolce, deszcz wymierza policzki. Włosy wplatały się w szprychy roweru, odchodzą razem z głową, zrób coś, zabierz mnie stąd.

Mamy tu mnóstwo pamiątek: pocztówki z widokiem na dworzec i paznokcie obgryzione do krwi i mama mówi: nie wiem, czym kierowałaś się, jedząc własne paznokcie, zapasy kończą się, zostały już tylko palce i ręce.





Sabinko,podziwiam Cię,za Twój obecny stan mimo iż your daddy is in heaven [*]. Bo dla mnie taka sytuacja jest strasznie,strasznie bardzo nie do pojęcia...